sobota, 11 sierpnia 2007

druga połowa lipca 2007 do dzisiaj...

Rejs się zakończył pełnym sukcesem...dał mi przede wszystkim wiarę w siebie i w to, że jakoś pływam :) nie, no ok. Pływam. Chwilę odpoczynku w rodzinnym Lublinie i po 3 dniach wyruszamy na drugą wakacyjną przygodę - na tak długo oczekiwany Obóz SGHu w Dziwiszewie. Było jak zwykle, czyli fajnie, z klimatem, z ludźmi, którzy kochają wodę, spokój, ognicha, zieleń i takie tam Mazurskie klymaty. Duże też było zaangażowanie moje dla obozu, przeświadczona o tym, że Cypel trzeba ratować, że trzeba żeglarstwo rozkęcić na uczelni. Zmysł organizatorski mi w tym pomógł, ale...Zapomniałam po co przyjechałam...czy po to, żeby wariować i się wyszaleć....też, ale głównie, żeby się wyciszyć. Nie ten biegun aktywności. No nic, ale było fajnie. Może i dobrze, że przemyśleń nie było. A może były, tylko gdzieś w głębi. Dużo trochę tego może. Ale lipiec mi dał dużo do myślenia. Po co i dlaczego, dla kogo i z kim? Czy warto? Czy jeszcze warto....może.

Brak komentarzy: