Lipiec 07 to jeden z fajniejszych miesięcy. Strasznie dużo rzeczy się działo, większość w ogóle niespodziewanych. I może to i lepiej. Semetr letni dał się we znaki. Może nie naukowo, ale szybkością mijania. Liczba spraw na głowie, związana z Sekcją Żeglarską siegnęła zeniutu, wszystko już było robione po łebkach, byle do wakacji. Udało się, ale spustoszenie fizyczne pozostało. I jeszcze ta propozycja....zrobisz kurs wychowawcy płyniesz z nami na rejs. To też się udało. 4 dni od momentu telefonu Komandora JC, miałam w ręku papier wychowawcy i za tydzień hej przygodo - najmłodsza Pani Kierownik obozów. Sama się na nich wychowałam. I jeszcze więcej z niego nauczyłam, teraz...będąc po drugiej stronie barykady. Z każdym się dogadasz, a to, że jesteś kadrą daje ci możliwość że inni cię będą traktować jak dorosłą. Że....fajnie było. Na serio odpoczęłam, no bo zajmowałam się Mistrzami, a nie sobą. Bo żyło się z dnia na dzień, bo troski były wokół Szpitala Polowego :), szukaniu na mapie Zimnego Kąta, który w/g załogi Mistrzów był koło wejścia do Sztynortu. I to jest to...i jedziemy razem, i jest śmiech i jest zabawa. I jest praca załogi...tak bardzo przeze ze mnie oczekiwana. Sprawna załoga...i pokonanie własnych Himalajów...5dni na Mazurach na Orionie....przy 4-5 stopniach Beauforta. Dałaś Radę, Żaba.
Do zoba. za chwile...:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz